Rzadko się zdarza, aby weekend zapowiadał się tak dobrze. Co prawda rano było dosyć mroźnie, ale z godziny na godzinę robiło się coraz cieplej. Było na tyle komfortowo, że zrzuciliśmy z siebie trochę niepotrzebnych warstw odzienia. Cały dzień towarzyszyło nam słońce i bezchmurne niebo. Postanowiliśmy to wykorzystać całkowicie.

Wpadło dzisiaj trochę nieznanych szlaków. Jednak po ostatnich opadach deszczu część dróg była nieco błotna, ale z tym problemem można sobie przecież poradzić.

Kuce w pełno korzystały z promieni słonecznych.

Asfaltem spokojnie dotarliśmy do Lubiatowa i tam wbiliśmy się do Puszczy Noteckiej na zielony szlak rowerowy. Tylko raz miałem okazję nim jechać i to od drugiej strony. Najwyższa pora nadrobić te braki.

Małe utrudnienia.

Z lasu wydostaliśmy się w okolicach Wiejc i stamtąd już bezpośrednio pojechaliśmy do Międzychodu. Z racji panującej pandemii koronawirusa na stacjach paliw nie ma przesiadywania. Jednak, kto by chciał siedzieć w środku, gdy za oknem taka wiosenna pogoda?

Po krótkim postoju ruszamy dalej trochę nowymi, trochę odświeżonymi ścieżkami. Docieramy do miejscowości Gorzycko Stare, gdzie zaliczyliśmy dłuższy postój przy jeziorze. No bo tam czekała na nas moc atrakcji 🙂

Szczerze powiedziawszy to nie wiem, czy chodziło o jakieś konkretne drzewa, czy wszystkie tam rosnące. Gdybym nie zauważył znaku to nawet nie zwrócił bym na nie uwagi. Drzewa, jak drzewa. Większym zainteresowaniem cieszyły się wędkarskie pomosty.

Na niektóre pomosty nie dało rady wejść, bo kładki były zabezpieczone kłódką.

Na szczęście słońce tak mocno grzeje, że szybko wyschnie 😉

Wyposażenie pomostów jest różne:

Mamy styl samochodowy.

Styl ogrodowy.

A także styl biurowy (dodatkowo specjalnie zabezpieczony).

Główny aktor całego przedstawienia, czyli Jezioro Gorzyckie.

Zmierzając dalej i przecinając kolejne wioski, spoglądając na szlaki rowerowe lądujemy w końcu w Rokitnie. Aktualnie trwa tam remont drogi, więc mamy jeden, wielki plac budowy. Stamtąd tym razem nie kierujemy się w stronę Twierdzielewa, ale jedziemy w kierunku drogi krajowej. Przecinamy ją i przez Nową Niedrzwicę i Krasne Dłusko docieramy do Skwierzyny. Powrót do Gorzowa już bez większych udziwnień, standardowo.

Na koniec tak na rozgrzewkę zaliczamy podjazd z Czechowa do Janczewa. Wtedy też słońce na dobre nas opuszcza, a temperatura spada drastycznie. Z 10 stopni na zaledwie 1,5!

Dzień wykorzystany w pełni.

Plus taki, że jasność towarzyszy nam dłużej, a niedługo czeka nas zmiana czasu, więc w gratisie dojdzie solidna godzina. Końcówkę mieliśmy już po zmroku i w bardzo niskiej temperaturze, ale dało się przeżyć. Jak to mówią – w samym mieście już cieplej 😀

Udostępnij:

Komentarze

  1. Z tym pomnikiem przyrody w Gorzycku Starym chodzi o szpaler drzew przy takiej alejce która odchodzi gdzieś w bok przy wschodnim brzegu jeziora. A tak w ogóle to niewielka część naszej sobotniej trasy nakładała się i gdybym wyjechał wcześniej może gdzieś byśmy się zetknęli. Byłem na wycieczce nieco głębiej, pod Sierakowem i Kamionną. Pozdrawiam. Jorg

    1. Widziałem właśnie, że pokryliśmy się nieco trasą. Widziałem Twój wpis i fajnie miejsca odwiedziłeś. Coś tam kiedyś z tych terenów liznąłem, ale może warto by było zajrzeć tam nieco konkretniej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *