Rozpoczynamy grudniowy cykl jazdy Walka z wiatrem, czyli jak odmrozić sobie palce. Dzisiaj tylko po okolicy, aby w razie czego szybko uciec do domu. Było dość znośnie, bo i cieplej człowiek się ubrał.

Przygotowano dla mnie kilka niespodzianek. Pierwsza to cichaczem położono nowiutki asfalt we Włostowie. Moja ulubiona droga prowadząca w kierunku wału. Jeszcze trochę dziur zostało, ale jak pociągną to do końca – będzie rewelacyjnie. Spotkałem też rodzinę jelonków, która przebiegła z metr przede mną i to nie w jakimś zastraszającym tempie. Tak w podskokach, radośnie.


Przymrozek, w grudniu? Tak być nie może.

Snułem się tak po okolicy, a potem wpadł pomysł. Postanowiłem pojechać zobaczyć, czy jeszcze stoi moja tabliczka Rowerowego Lotnika. Przetarłem ją Ludwikiem i mogłem sobie podumać w ciszy i spokoju. Byłem pewny, że zza drzewa nie wyskoczy żadna natchniona fotoreporterka.


Tabliczka lśni czystością.

Powrót już w większości pod wiatr. Palce solidnie zabezpieczone, więc na takie warunki jestem gotowy. Z termosem trzeba coś pomyśleć, bo w bidonie zamarzła mi woda.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.