Wieczór, przeglądam sobie co tam w otchłani internetów słychać i dzwoni Gosia. Jej próba nieskładnego przekazania informacji uświadamia mnie, że coś się dzieje. Myślałem jednak, że straciła wolny dzień, kiedy planowaliśmy wybrać się na rower i nie wie, jak mi to przekazać abym się nie rozpłakał. Na szczęście informacja była bardziej pozytywna. Okazało się, że grupa rowerowa Dynamo z Krzyża Wielkopolskiego postanowiła zawitać do Gorzowa i kontaktowali się z Gosią w sprawie wspólnego wypadu. Potrzebny był ktoś, kto zaplanuje trasę i na kogo mogło paść? Pomyślmy… hmmm…

Trasę zaplanowałem, skontaktowałem się z Grażyną, która ją zaakceptowała. Plan był taki, że przyjadą szynobusem do Gorzowa i potem pojedziemy w kierunku Drezdenka. Dworzec na szczęście jest teraz na wylocie z miasta, więc cały zgiełk można było prosto ominąć. Miało być około 90 km i kilka atrakcji do zwiedzania. Nie wiedziałem jednak, ile osób mogliśmy się spodziewać.

Szynobus na dworzec miał przyjechać około 9:35. Nie bylibyśmy Z Gosią sobą jeżeli od godziny 7 nie kręcilibyśmy się po okolicy. Gdy wyjeżdżałem to lekko padało, ale na szczęście im bliżej do garażu, tym mniej kropel spadało z nieba. Wiatr trochę dokuczał, ale dało się do jakoś przeżyć. Wybraliśmy drogę na okrętkę i na Wieprzycach czekał nieco wymuszony postój, bo ścinając przez park Gosia nagle znika. Okazało się, że znalazła telefon i warto było go oddać. Pomocny okazała się lista kontaktów i Mama. Parę kilometrów dalej odnajdujemy dom i chłopca, który zgubił telefon. Szczęśliwe zakończenie. Potem już tylko droga na dworzec z krótką przerwą na stacji paliw.

Razem z grupą ruszamy po przygodę. Razem jest nas 9 osób, nieparzysta liczba, ktoś nie będzie miał pary, ale rotacja jest taka, że zawsze z kimś można porozmawiać. Na początek czeka wszystkich podjazd, tak na rozgrzewkę. Palcem pokazujemy ciekawe rzeczy przy których się nie zatrzymujemy, bo czas nas goni.

 1. Ruiny zamku myśliwskiego w Karsku

Pierwsza atrakcja w naszym planie. Wiele razy tam byłem i miejsce kojarzy mi się bardzo dobrze. To jeden z pierwszych poważniejszych wypadów z Gosią, kiedy jeszcze mało się znaliśmy. Tutaj też zgubiłem kartę pamięci z moimi ulubionymi piosenkami. Ciągle mam nadzieję, że ją znajdę, chociaż jest malusia 🙁

Grupa rusza na zwiedzanie, a ja zostaję jako stróż przy rowerach.

2. Dwór i park dworski w Karsku.

Obok znajduje się dwór, gdzie przeprowadził się po jakimś czasie właściciel zamku. Niektórzy przeszli się kawałek, aby przyjrzeć się budowli bliżej i nawet zauważyli drzewostan, który ma już sporo lat za sobą.

Czas uciekał szybko i trzeba było ruszać dalej. Zważywszy, że czekała nas dalsza walka z wiatrem. Kolejnym przystankiem był Barlinek i tamtejszy Orlen oraz Gosia jako sponsor napojów 🙂

Nie, dziękuję. Poczekam spokojnie tutaj, gdzie błota jest znacznie mniej.

3. Jezioro, park im. Laskera i największe kije nordic walking w Barlinku.

Nie mogliśmy pominąć będąc w Barlinku jeziora, które jest bardzo ładne. Obok znajdują się największe kije nordic walking (11,5 m wysokości), które mimo swoich gabarytów wcale tak szybko nie zostały zauważone.

Plac zabaw to radość dla każdego.

Szlakiem rowerowym wzdłuż jeziora i przez park im. Emanuela Laskera docieramy do kolejnej atrakcji ukrytej w lesie. Droga przez las także wzbudziła zachwyt. Nic dziwnego skoro samochodu muszą jechać po bruku, a rowerzyści mają asfalt. Rewelacja.

4. Waldschenke.

We wspomnianym lesie znajdują się ruiny restauracji. Krótki postój przy tablicy  z omówieniem historii tego miejsca.

Czas goni i trzeba jechać dalej, bo na horyzoncie planowane są atrakcję w Dankowie.

5. Zespół folwarczny, jezioro i mauzoleum w Dankowie.

Folwark mieliśmy odpuścić, ale myślę, że jest to miejsce warte zainteresowania. Zważywszy, że na jednym z budynków umieszczona jest tablica z miejscami wartymi odwiedzenia w Dankowie. Krótkie zwiedzanie, wizyta nad jeziorem i nieco dłuższy postój zaplanowaliśmy na miejscu biwakowym niedaleko mauzoleum. Cały czas jestem w szoku, że dużo osób nie wie o istnieniu mauzoleum, mimo że jest tak blisko miejsca postoju.

Na dachu mauzoleum. Co tam widać przez otwór?

Potem już spokojnym tempem w kierunku Zwierzyna. Zabrakło czasu na jeszcze inne ciekawe rzeczy do odwiedzenia, które miałem w planach. Przy dworcu się rozstajemy i razem z Gosią wracamy do Gorzowa przez Goszczanowo. Ogólnie myślałem, że wiatr będzie nam bardziej dokuczał, ale poszło bardzo sprawnie.

Fajnie spędzony czas i cieszę się, że mogłem pokazać ciekawe miejsca. Pogoda też pozytywnie zaskoczyła, bo mimo opadów z rana to potem wyjrzało słońce.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.