Sobota niestety bardzo wietrzna i stąd też postanowiliśmy skryć się w lesie, a przy okazji przetestować nowe drogi. Planem było dotarcie do szutrówki w okolicach Lubniewic, która miała nas wyprowadzić na asfalt i potem już ze sprzyjającym wiatrem zmierzać w kierunku Skwierzyny.

Plan dobry, ale wykonanie oczywiście takie… no nasze 🙂 Gdybym tylko wiedział, że wspomniana szutrówka jest drogą pożarową nr 9 to byłoby o wiele łatwiej. No ale po kolei.

Najpierw musieliśmy przedrzeć się przez miasto i dotrzeć do Glinika. Tam wskakujemy w szutrówkę, która prowadzi nas do drogi krajowej nr 24. Przecinamy ją i zazwyczaj dalej kierowaliśmy się drogą pożarową w kierunku Osiecka, ale nie tym razem. Wybieramy nieoznaczoną ścieżkę i podziwiając piękno tamtejszych lasów jedziemy przed siebie. Droga miejscami trochę rozjechana przez wycinkę, co staje się już niemal standardem, ale po jakimś czasie pojawia się fantastyczna szutrówka.

Mój sensor nie zadziałał prawidłowo i nie chciałem jechać na południe (bo to nie nasz kierunek) i pojechaliśmy w przeciwną stronę. Trochę odbiliśmy na inną drogę pożarową i nawet zignorowaliśmy znak prowadzący do punktu czerpania wody. Chcąc, czy nie chcąc kręciliśmy się po, tudzież w okolicach Rezerwatu Janie im. Włodzimierza Korsaka.

Zaczęło też nieco padać, ale na szczęście nie zbyt mocno. Jednak na tyle, żeby rozjechane, wycinkowe drogi stały się jednym, wielkim błotem.

Najważniejsze to złapać odpowiedni kadr.

Kręcąc się tak po nieznanych drogach ostatecznie wracamy na krajówkę i to wyjeżdżamy w miejscu, gdzie zazwyczaj wyprowadzała nam poszukiwana szutrówka. Tutaj już w ogóle zgłupiałem. Postanowiliśmy bezpiecznie już asfaltem kierować się w stronę Lubniewic.

Zdecydowaliśmy się jednak skorzystać z drogi rowerowej, które prowadzi przez Rezerwat Janie i potem wyprowadza na tkwiącą mi w głowie szutrówkę. Nie odpuszczę. Wcześniej próbowaliśmy się przedrzeć na drugą stronę rezerwatu, ale nie udało nam się znaleźć przejazdu przez Lubniewkę.

Ponownie w „Rezerwacie Janie im. Włodzimierza Korsaka”.

Czerwony szlak rowerowy prowadzi nas dalej i w końcu pojawia się niedająca mi spokoju szutrówka, a tam oznaczenie drogi pożarowej nr 9! Okazało się, że już na niej byliśmy i żeby było zabawniej to wyjechaliśmy niemal w tym samym miejscu, co pierwszy raz z tą drogą dzisiaj się spotkaliśmy. Żeby było zabawniej to wyjechaliśmy od strony znaku kierującego do punktu czerpania wody, który wcześniej zignorowaliśmy.

Dzisiaj to był świetny pokaz kunsztu mojej nawigacji 🙂

Droga powrotna już bez udziwnień. Deszcz niestety coraz mocniejszy, ale na szczęście wiatr przez większość drogi do Skwierzyny nam sprzyja. Później jest trochę gorzej, bo rozpadało się na dobre, a wiatr szalał dalej. Jednak sobie z tym poradziliśmy i nawet o niezłej porze zameldowaliśmy się w domu.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.