Akurat tak się złożyło, że w pracy miałem dużo wolnego i była szansa powalczyć w wyzwaniu Rapha #Festive500. Tym razem pogoda była o wiele bardziej łaskawsza niż rok temu, ale przyjdzie jeszcze czas na podsumowanie tego wyzwania.

Sobota była totalnie spontaniczna. Dzień wcześniej podczas wspólnej jazdy z Gosią zauważyliśmy dziwne oznaczenia czarnego szlaku rowerowego umieszczone tam przez Lasy Państwowe. Nie chcę się wypowiadać co do trwałości oznaczeń, ale trochę zaintrygował mnie ten temat. Tak się złożyło, że podczas mojej improwizacji wylądowałem właśnie na tym szlaku i postanowiłem sprawdzić dokąd w ogóle prowadzi.

Wspomniane oznaczenie szlaku Lasów Państwowych.

Na próżno w internecie szukałem jakiś informacji. Nie wiem po co w ogóle on powstał, bo w większości pokrywa się już z istniejącymi szlakami rowerowymi (w tym także czarnym) i trochę wykorzystuje szlaki piesze. Dla mnie jest on totalnie bez sensu.

A… tutaj byłem 🙂

Tak, czy siak trochę się nim przejechałem… no i tyle.

Niewiele brakowało mi kilometrów , aby przekroczyć wymagane 500. Sobota chyba pogodowo była najlepsza (najmniej błotna) i stąd też głównie postawiłem na las. Chcąc, czy nie chcąc znalazłem się w okolicach Jeziora Marwicko i jeszcze nie miałem okazji, aby zobaczyć plażę po remoncie, a minęło już sporo czasu. Jest szansa, aby to nadrobić.

Ktoś niedopił.

Żeby zakończyć wyzwanie brakowało mi 83 kilometrów, a wykręciłem ich 90. Drugi raz przystąpiłem do Rapha #Festive500 i drugi raz udało się pokonać wymagany dystans. Nawet Gosia wpasowała się pracowo-świątecznie i coś tam razem w tym okresie pokręciliśmy.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.