Razem z Gosią mamy taki swój jubileusz, bo minęło 5 lat od kiedy się znamy. Multum przejechanych razem kilometrów, ciekawych wypraw i w ogóle świetnych wspomnień. Nie mogło być inaczej, aby nie uczcić tych 5 lat wspólnym dniem… na rowerze oczywiście.

Można powiedzieć, że mamy takie jeszcze ostatnie podrygi lata. Bardzo przyjemnie na dworze. Co prawda w nocy trochę popadało, bo gdy wyjeżdżałem z domu to asfalt był jeszcze mokry. Jednak z biegiem czasu było coraz lepiej. Na tyle, że Gosia zrzuciła z siebie kilka warstw ubrań, a to już dużo mówi o panującej aurze 😉

Większych planów nie było, więc wybraliśmy się na rundę przez Skwierzynę i Lubniewice. Trochę podokuczał wiatr, ale jechało się dobrze… no do momentu.

Taki kontrast kolorów.

W Lubniewicach odwiedziliśmy Park Miłości. Dawno już tam nie zaglądaliśmy i mogliśmy sprawdzić, czy na mostku doszły jakieś nowe kłódki. Miłość kwitnie, mimo jesiennej pory. Przedarliśmy się przez plażę i postanowiliśmy kolory jesieni przebadać w lesie.

Biblioteka w plenerze. Świetny pomysł.

Chciałoby się poopalać, ale musimy wracać do domu.

Lodożercom zachciało się lodów, ale jak na złość właśnie tego dnia restauracja była zamknięta. Na drzwiach karteczka z przeprosinami, że akurat dzisiaj.
No co za pech 🙁
Po samochodzie z Gościmca pozostał tylko znak Lody Tradycyjne.
No co za pech 🙁

Z braku lodów Gosia musiała rozładować swoją frustrację.

Wybieramy kierunek Rogi, które zazwyczaj omijamy z powodu wielkiej ilości piachu. Teraz drogi są przejezdne, więc prujemy przed siebie. Do czasu, bo niestety w tylnym kole łapię kapcia. Tak mi się nie chce dętki wymieniać, że postanawiam dopompowywać. Wystarcza to na jakiś czas, ale niestety koniec końców muszę zabrać się za wymianę.

Zanim jednak wymuszone obowiązki to mieliśmy okazję pobawić się z końmi. W zasadzie to Gosia miała okazję, bo ja byłem biernym fotografem.

Na razie kucyk, najbardziej ufny.

>Drugi koń także się przekonał.

Całe stado już pod władaniem Gosi.

Wszystkiemu z zainteresowaniem przyglądała się krowa.

Żegnamy zwierzaki i ruszamy dalej.

Na lody musieliśmy wrócić aż do Gorzowa i stracone kalorie uzupełniliśmy solidnymi porcjami naszych ulubionych 🙂

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.