Zapowiadała się samotna wyprawa do Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego w Pniewach. Co roku odbywa się tam impreza nosząca nazwę Rajd Karabanowa. Na część rosyjskiego majora, który jako pierwszy przedarł się, czy też po prostu przejechał przez tą linię obrony Niemców.

Za oknem szaro, nawet pojawiła się mżawka. Na szczęście według wcześniejszych zapowiedzi dołącza
Gosiak i cała ta brzydka aura mogła pójść w odstawkę. Spotkanie w Gorzowie Wlkp. i dalej kierunek Deszczno – Skwierzyna – Międzyrzecz – Pniewo.


No proszę, kto tu kogo pogania?


Na „Landrynce”.


Pniewo już niedaleko.

Dotarliśmy akurat jak zakończyły się inscenizacje, co świetnie skomentował pewny pan słowami
Turysty przyjechały, jak już po wojnie. Pobiegałem sobie trochę z aparatem, a ku zaskoczeniu chyba wszystkich na moment nawet pojawiło się słońce.


Jest i brat „Rudego”.


Na każdej takiej imprezie pojawiają się zabytkowe pojazdy wojskowe.


Ruskie kradną armatę!


Cel – zdobyć wzgórze i bunkier Pz.W. 717.


Obiekt Pz.W. 717.


Obiekt Pz.W. 717.


Wzgórze zdobyte, świat ocalony.


Gosi komórka wydaje dziwne sygnały namierzające, gdy znajdziemy się blisko obiektów militarnych. Chyba znalazłem przyczynę.

Odwiedziliśmy też muzeum, gdzie znaleźć można wiele pamiątek związanych z MRU, ale i nie tylko. W takich pomieszczeniach moja komóreczka sobie nie radzi, więc zdjęcia pewnie znajdą się u towarzyszki dzisiejszej podróży. Była też grochówka bez grochu, którą pewnie sam nigdy bym sobie nie przyniósł i dalsza część zwiedzania.


Armata przeciwpancerna.


Haubica.


Najnowszy cud techniki – niewidzialna armata.


Jest też i rakieta przeciwlotnicza.


Trzeba nagrzać w kabinie.

Pora się zbierać, bo ciemności nadchodzą szybko. Na powrocie zatrzymaliśmy się jeszcze przy restauracji w Kaławie, bo tam zaparkowano, pewnie na stałe, kilka ciekawych pojazdów.


Przepiękny pomnik przy wejściu do restauracji.


Amfibia, albo jakiś inny zaawansowany technicznie pojazd wojskowy.


Takim samochodem to nie jedna pani chciałaby pojechać do ślubu.


Oto taka jedna pani.


Gosia także potrafi przepięknie pozować. Rośnie mi silna konkurencja.

Do Skwierzyny dotarliśmy tą samą trasą, ale tam przebiliśmy się przez most i w kierunku Murzynowa i dalej na Stare Polichno. Tam już dopadają nas ciemności i w takich warunkach zmierzamy w kierunku miasta. Aż tu nagle…


Gosia siada na drodze i dalej nie jedzie. Powód? Chce wracać do Niemców, których trochę było na imprezie.

Jakoś udało mi się ją przekonać do dalszej jazdy. Myślę, że każdy z nas szczęśliwy wrócił do domu i z pozytywnym nastawieniem na kolejne imprezy, które masowo rozpoczną się już niebawem.


Powrót do domu w ciemnościach.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.