Podczas oględzin przy porannej podróży do piekarni pogoda zapowiadała się znośnie. Zdecydowałem się na rower, bo chciałem dobić do tysiąca kilometrów w styczniu. Niestety wiatr spłatał figla i solidnie dzisiaj dmuchało. Na domiar złego wybrałem trochę trasę na otwartej przestrzeni i niejednokrotnie o mały włos nie wylądowałem w rowie. Na domiar złego bez nikogo, sam.

Pierwszy przystanek zrobiłem już po paru kilometrach. Wiatr prosto w twarz, a mnie zaciekawił skatepark, którego jeszcze nie przemacałem. Jest szansa to nadrobić.


„Staruszek” wszędzie wjedzie.


Moje dzieło artystyczne. Cena wywoławcza miliard szylingów.

Gdzieś tam polami, górkami pojeździłem dookoła mojej mieściny. Miało być tych kilometrów więcej, ale żadna to przyjemność walczyć o utrzymanie równowagi na rowerze.


Przepiękna, słoneczna pogoda.


Tak dmucha, że aż znaki się przekręcają.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.