Natrafiłem na informację, że w Międzychodzie odbędzie się I Krajowa Wystawa Bernardynów. Uwielbiam te psiaki, zawsze o takim marzyłem i to jeszcze przed tym, zanim obejrzałem film Beethoven. Na marzeniach się skończyło i jedynie mogłem podziwiać tę rasę u mojego sąsiada, który mieszkał po drugiej stronie ulicy. Tym razem nadarzyła się większa okazja na poznanie tych psów nieco bliżej.

Z dojazdem do Międzychodu zbytnio nie kombinowaliśmy, standardowa trasa przez Puszczę Notecką. Nie doczytałem jedynie, że wystawa odbywa się w Starym Porcie, a nie jak większość imprez przy stanicy. Na szczęście są to miejsca blisko siebie, więc szybko je namierzyliśmy.

Gosia szybko znalazła sobie nowe towarzystwo.

Bernardyny dużo jedzą, więc nie dziwi taka paka karmy.

Psy są tutaj najważniejsze, więc ludzie będą od drugiej strony.

Jak dojechaliśmy na miejsce to akurat była przerwa przed konkursami głównymi. Wystawa trwała już trochę czasu, więc pewnie niektórzy byli już w drodze powrotnej do domów. Na pierwszy rzut oka byłem trochę rozczarowany, bo wszystkie psiaki można było policzyć na palcach jednej ręki. Jednak im bliżej było finałów, tym nie wiadomo skąd pojawiało się ich coraz więcej 🙂

Z konkurencji to zapamiętałem tylko długowłosego, szczeniaki no i wszędobylską kategorię open. Ranga międzynarodowa, więc i sędzia zza granicy. Bernardyny, które mi się podobały to akurat nie wygrywały, ale jak to mówią, o gustach się nie dyskutuje, a znawcy wiedzą przecież więcej. Ja to bym wszystkich ex aequo na pierwszym miejscu sklasyfikował.

Co właściciele pobiegli to wyjdzie im na zdrowie, ale nie wszystkie czworonogi były tak chętne do aktywności.

W kategorii długowłosego (czy coś podobnego) wygrał bernardyn z prawej strony…

… właśnie ten.

Długo też tam zabawić nie mogliśmy, ponieważ po pierwsze czas ucieka bardzo szybko, ale też tak stojąc w miejscu nie było wcale za ciepło. Do końca nie dotrwaliśmy i to co zobaczyliśmy musi nam wystarczyć. Może w przyszłym roku odbędzie się druga edycja i psiaków będzie jeszcze więcej? 🙂

Wracać nie chcieliśmy tą samą drogą i kierowaliśmy się w kierunku Rokitna. Przejeżdżając w okolicach Zielomyśla skręciliśmy w kierunku wieży widokowej na Górze Trębacza. Jeden jedyny raz byliśmy tam z dwa lata temu i niestety wtedy było pochmurno i nawet padało. Tym razem niebo przejrzyste, słonecznie, więc i widoki dużo lepsze.

Przy okazji dowiedziałem się, że wieża znajduje się na wysokości 97,3 m n.p.m. i ciężko mi teraz sobie przypomnieć, ale wydaje mi się, że jest nieco wyżej niż wieża na Łysej Górze niedaleko Nowin Wielkich, którą dosyć często odwiedzałem.

Polska myśl inżynierska.

No to teraz w dół.

Tamtejsze okolice kojarzą mi się z piachem i też go nie uniknęliśmy. Nie jest jeszcze tak źle mimo, że coraz głośniej mówi się o suszy. Koniec końców wykręciliśmy kółko z dosyć niezłym kilometrażem, który mnie zaskoczył. Nie wiem czemu, ale myślałem że do Międzychodu jest nieco mniej kilometrów.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.