Jak tylko zobaczyłem słońce z samego rana to już widziałem siebie jadącego na rowerze. Nie mógł mnie zniechęcić wiatr, który cały czas sobie z nami pogrywa. Postanowiłem wybrać się w kierunku Świerkocina i potem przejechać się wałem. Bardzo dawno tam nie byłem, a że wiatr miałem w plecy, to tylko korzystać.


Wiosnę widać coraz bardziej.

Dłuższą przerwę zaliczyłem przy
Kołczyńskich Dębach. W oczy rzucił mi się nowy płot i stąd też nacisnąłem na hamulce. Przy okazji dowiedziałem się, że w czerwcu minie 10 lat, kiedy drzewa nazwane zostały imieniem Jana Pawła II.


Miejscówka „Kołczyńskie Dęby”.


Tablica informacyjna. 10 czerwca minie 10 lat od nadania nazwy.


Jeden z dębów.

Zajrzałem też przez siatkę do sąsiada, czy czasem nie ma tam psa, którego kiedyś
karmiliśmy razem z Gosią. Był, ale nieco dalej jakiś koleś rąbał drzewo i natychmiast zwierzaka pogonił i to w niezbyt przyjemny sposób. Widać, że psiak nie ma tam łatwego życia. Szkoda 🙁


Nowy płotek, pomalowany płotek. Trzeba było to uczcić.

Kawałek dalej z zarośli wyskoczyła mi samotna sarenka. Tak radośnie podskakiwała, że aż na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Schowała się w zagajniku, więc zwietrzyłem szansę, aby ją sfotografować. Niestety, wyczuła moje sapanie i pobiegła dalej w pole. W podchodach to byłbym chyba na szarym końcu.

W zasadzie nie miałem planu, gdzie jechać dalej. Chciałem z wiatrem, więc pozostała droga numer 22 i potem 24. Przed Skwierzyną skręcam w kierunku Deszczna, no i zaczyna się zabawa z wiatrem. Ech…


Najdłużej pokonywane 22 kilometry w mojej karierze.

W Deszcznie musiałem odsapnąć, więc postój na przystanku. Wpadłem też na pomysł, aby nieco urozmaicić trasę i przebić się przez Siedlce. Chociaż trochę zmienię kierunek wiatru.


W sumie jestem apolityczny, ale takie „informacje” można znaleźć na przystankach.


Pomnik poświęcony żołnierzom 2 Armii Krajowej Wojska Polskiego. Ufundowany został przez mieszkańców Deszczna w 1978 roku.

Pozostało przebić się przez Gorzów Wielkopolski i wrócić do domu. Jednak pogoda super, z wiatrem można się dogadać, więc… wydłużamy powrót. Walki z podmuchami ciąg dalszy, ale dzięki temu udało się przekroczyć nieznacznie 100 km.

Pierwszy raz nie zapomniałem o tym, aby od razu uruchomić Endomondo. Jednak na powrocie, tuż przed domem, telefon się rozładował. Brakło więc trochę metrów, aby ładnie i wiarygodnie wyglądało to wszystko na mapce.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.