Minęło bardzo dużo czasu, kiedy to założyłem dwie skrzynki geocaching. Jakoś nie mogłem znaleźć odpowiedniego miejsca, ale zmieniło się to, gdy odwiedziliśmy ruiny Młyna Górnego w Krzeszycach. Miejsce przepiękne i wspólnie zapadła decyzja, że coś tam zmajstrujemy. Gosia zaangażowała się na maksa. Super!

Spotkaliśmy się rano w Jeninie i ścieżką rowerową podążaliśmy w kierunku Nowin Wielkich. Po drodze rozpoczęła się parodia. Wstyd na cała okolicę, bo Robaczek miał problem z pedałem. Jakkolwiek by to nie brzmiało. Pomógł pewien pan, który pożyczył klucz, ale ostatecznie musieliśmy wrócić do mnie, abym naprawił usterkę. Potem ponownie obraliśmy kierunek na Krzeszyce.


Psie zabawy.


Ta mina mówi wszystko.


Krzyż? Nie, nie, my akurat w przeciwnym kierunku.

Będąc już w Krzeszycach musiałem odwiedzić park i poskakać po fontannie. Słońce trochę grzało, mózg się nieco gotował, więc taka ochłoda jest wskazana.


Fontanna. W tle pole szachowe.

Potem czerwonym szlakiem, nieco od drugiej strony dotarliśmy do ruin. Gosiak zabrał z domu fantastyczny pojemnik – krówkę. Ja tylko żałowałem, że z domu nie zabrałem breloka, także krówkę. Przypomniało mi się za późno. Myślę jednak, że będzie szansa, aby króweczkę wrzucić do króweczki. Nie zabrakło fantów i te parę gadżetów, które zabrałem z domu to nic z porównaniu z tym, co Gosia przywiozła ze sobą.  Znaleźliśmy super miejsce do ukrycia. Potem już dumni z siebie, relaks i podziwianie przyrody.


Rzeka Postomia.


Staw i samotnie pływający łabędź.


Gosiak w swoim naturalnym środowisku.


Pomost dla kajaków.


Pojemnik Krówka.


Takie bogactwo.

Następnie wioskami przedarliśmy się na wał, w kierunku Kołczyna. Dalej na Rudnicę i przedrzeć się do Gorzowa Wielkopolskiego. Przydatna okazała się droga serwisowa przy S3 i pożegnaliśmy się przy naszej stacji rozstania, bo z tym mi się tylko kojarzy ta stacja paliw.


Bociek znalazł sobie fantastyczną miejscówkę.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.