Dzisiaj nie mieliśmy tak dużo czasu, aby zaszaleć konkretnie. Może też trochę zniechęcała pogoda. Przyzwyczajeni do ponad 20-stopniowych upałów, dzisiaj mieliśmy nieco zimniej i wietrzniej. Blee.

Mimo to spotkanie w standardowym miejscu i pełni entuzjazmu ruszamy przed siebie. Wczoraj już zrodził się pomysł, aby odwiedzić jezioro w Goszczanowie. Zawsze gdzieś tak przemyka się bokiem i warto chyba poznać to miejsce nieco lepiej. Wybraliśmy wariant dojazdu asfaltem.


Jezioro nazywa się Staw Goszczanowski, ale także używa się nazwy Jezioro Makielskie.

Popatrzeć na jezioro to nie w naszym stylu. Dostrzegamy ścieżynkę wzdłuż akwenu. Bardzo ładna, urokliwa trasa, ale niestety się urwała. Zaczęły się mokradła, więc się cofnęliśmy. Skończyło się na podziwianiu widoków z ławeczki i snuciu planów, jak to jezioro okrążyć.


Taki single track.


Zdjęcia niestety nie pokazują piękna tego miejsca.

Znaleźliśmy też miejsce na ognisko, więc można było nieco się ogrzać. Rozgrzaliśmy się aż nad to i to nie z powodu samego ciepła ogniska. Potem już czekał nas powrót do domu. Pora nieco późna, więc nie było sensu kombinować. Bezpieczny wariant, czyli powrót tą samą drogą.


Pakowanko i w drogę.

Po drodze zaliczyliśmy jeszcze mały postój w Lipkach Wielkich. Moją uwagę za każdym razem przykuwa jakby taki pałac, który okazał się szkołą. Obadaliśmy całe miejsce z bliska, stając się sensacją dla młodzieży. Tyle dzień dobry to ja nie wypowiedziałem przez całe życie.


Parking rowerowy na terenie szkoły.


Powrót do szkoły. Zastanawiające jest, co masa dzieciaków robi w szkole po godzinie 18?

Obiecaliśmy sobie, że nad jezioro powrócimy w słoneczniejszy dzień, dłuższy dzień, aby można było pokombinować z wariantami tras po Puszczy Noteckiej.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.