Gosia namówiła mnie na rajd, który wspólnie organizowali Jednoślad Drezdenko i Nadleśnictwo Karwin. Zmiana czasu i niefortunna godzina startu zmusiła nas do podróży porannym pociągiem. Jednak żeby nie było tak łatwo to wysiadka nieco wcześniej. Tak żeby się trochę rozbudzić 😉 Gosia chyba była nad to rozbudzona, bo według moich wyliczeń w Drezdenku mieliśmy zameldować się znacznie, znacznie później.

Dobrze, że zagłębiłem się w rajd nieco bardziej, bo wylądowalibyśmy w Karwinie czekając na resztę grupy, która wyruszała spod Nadleśnictwa Karwin… które jest w Drezdenku. Taki paradoks. Nieco się zdziwiłem gdy Gosia powiedziała, gdzie znajduje się miejsce spotkania. Jakoś nie leżał mi Karwin oddalony od Drezdenka o jakieś 8 km i każdy dojeżdża tam samodzielnie.

Ogólnie na miejsce zbiórki zawitało dosyć sporo rowerzystów i jeszcze dwóch wędrowniczków złapaliśmy po drodze. We wspomnianym Karwinie korzystamy ze szlaku rowerowego Wolność jest w naturze i nim się w zasadzie kierujemy przez cały czas.

Pan leśniczy prowadzący korzystał z takiego sprzętu.

Jeżeli chodzi o hulajnogę to moje zainteresowanie było na tyle duże, że musiałem się na niej przejechać. Oczywiście za pozwolenie właściciela. Wrażenia były bardzo pozytywne, jestem mile zaskoczony. Napis Hulaj Krysiu na hulajnodze nie jest całkiem przypadkowy, bo jest to nazwa strony entuzjasty hulajnogi, leśnictwa pana Domonika. Ten pojazd już niejedno widział.

Wróćmy jednak do naszego rajdu i ekscytację hulajnogą odłóżmy, skupmy się na rowerach. Brakowało mi trochę podziwiania Puszczy Noteckiej. Dla niektórych lasy te są objechane wzdłuż i szerz, ale ja znam je bardzo połowicznie. Mijaliśmy użytki ekologiczne, pomniki przyrody i jakoś mało kto miał chęć tam się zatrzymać.

Tylko tabliczka, bo drzewo było za duże.

Nie mogło zabraknąć poczęstunku i gdybym się przejmował kaloriami, które wciągnąłem to przez najbliższe tydz… znaczy dwa dni posiłki miałbym z głowy. Oprócz spalania kalorii na rowerze, czy też hulajnodze także wykorzystaliśmy je także do sadzenia choinek w ramach akcji 1000 drzew na minutę.

Z tego będzie coś, już to wiem.

Nadworni fotografowie.

Grzybek, który zgniata orzechy – taki prezent od Nadleśnictwa Karwin.

Nie był to może jakoś wielce porażający dystans, ale ciekawie spędzony czas. Zatoczyliśmy kółko i w Drezdenku pożegnaliśmy się z grupą, aby już po swojemu wrócić do domu. Takie nasze po swojemu skończyło się dalszym przeczesywaniem Puszczy Noteckiej, ale tej części bardziej znanej.

Przez te zawirowania czasowe to jakoś ta pora powrotu dziwna mimo że na liczniku pojawił się dystans w pełni zadowalający. Ważne że wiosna uśmiecha się do nas coraz śmielej, a i jaśniej będzie dłużej 🙂 🙂

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.