Mój czas na mistrzostwach dobiegł końca i trzeba było wracać do rzeczywistości. Do dworca autobusowego miałem 16 kilometrów i bardzo dużo czasu. Trzeba było to wykorzystać, więc przy pomocy nawigacji zaplanowałem sobie jakąś trasę. Podczas drogi trochę wszystko modyfikowałem i odwiedziłem trochę ciekawych miejsc.

Ogólnie plan zakładał, aby wrócić do Niedźwiadka, wypożyczyć rower i pojechać na Dworzec Zachodni. Pogoda mimo słabych prognoz dopisywała i stąd też zdecydowałem się na długi spacer.

Nie takie szybkie śniadanie i w drogę.

Jakość powietrza? Czujniki pokazywały, że jest dobra 😉

Chód szedł mi bardzo sprawnie i według moich naukowych obliczeń wychodziło, że meldując się na dworcu będę miał jeszcze z godzinę czasu do autobusu. Tak więc po drodze będzie szansa jeszcze się gdzieś na chwilę zatrzymać, coś zobaczyć.

Przygoda zaczęła się w warszawskiej dzielnicy Szczęśliwice. Wybrałem drogę tamtędy, bo zauważyłem multum torów, a i Wujek Google podpowiedział, że znajduje się tam całe zaplecze PKP. Więcej mi nie trzeba 😉

Rzeczywiście znajduje się tam masa torów, ale i budynków PKP, nowe, jak i stare pociągi, magazyny, hale naprawcze. Wszystko co dotyczy szeroko pojętych pociągów. Nie dziwi zatem, że właśnie nawiązaniem do PKP wit nas ta dzielnica.

Tutaj zaczęły się też schody, bo robiąc zdjęcie kątem oka zauważyłem, że zainteresował się mną Pan Żul. Tych ludzi i ich nachalności nie trzeba przedstawiać. Pan Żul postanowił, za honor sobie wziął, że pokaże mi lepsze rzeczy do zdjęć, że to co fotografuję to źle i pokaże coś ciekawszego (trochę mnie przeraziło to coś ciekawszego). Podziękowałem i poszedłem dalej, ale Pan Żul nie odpuszczał i postanowił iść za mną. Mieć na horyzoncie takiego człowieka nie jest przyjemne i stąd też nie mogłem w pełni zachwycać się wszystkim tym, co posiada PKP.

Podziwiam wytrwałość Pana Żula, bo mimo że zostawał w tyle to dzielnie podążał za mną. Nawet miał swojego towarzysza z postaci psa, któremu w zasadzie było wszystko jedno co robi. Na jednym z zakrętów postanowiłem pobiec, aby urwać się z zasięgu wzroku i trafiłem na osiedle mieszkaniowe PKP. Myślałem, że tamtędy nie przejdę, ale łamiąc kilka zakazów, trochę na szagę w końcu ląduje w bardziej ucywilizowanej części Warszawy. Stamtąd już do dworca pozostało bardzo niewiele. Epizod z Panem Żulem zakończony, na szczęście.

Oczywiście musiałem się władować, całkiem nieświadomie, w ulicę Prądzyńskiego, a tam znajduje się Centrum Expo XXI. Tłum ludzi na chodnikach, setki samochodów… także na chodnikach. Już łatwiej wyjść z kościoła, gdy kończy się msza niż przebić tamtędy. Akurat odbywała się tam targi motoryzacyjne, więc wszystko jest jakby uzasadnione.

Pomnik poświęcony ofiarom KL Warschau.

Oprócz całej tej współczesności i warszawskiego stylu życia można jeszcze natrafić na takie miejsca pamięci.

Na Dworcu Zachodnim melduję się z jakieś 40 minut przed odjazdem autobusu. Tak więc jest czas na toaletę i pooglądanie tandetnych pamiątek, jakie sprzedają w tamtejszym kiosku. Potem już niecałe 7 godzin podróży podczas której oglądam jak Mateusz Rudyk zdobywa brązowy medal w sprincie. Byłem na Mistrzostwach Świata, widziałem zmagania na żywo, a największy sukces Polaków patrząc w komórkę i co jakiś czas pasek buforowania… ech… mimo to i tak radość była wielka. Większa była, gdy już nogi stanęły na gorzowskim chodniku.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.