Mój drugi i zarazem ostatni dzień na Mistrzostwach Świata w Pruszkowie. No i to w dosłownym znaczeniu, bo posiadałem bilet całodniowy. W prawdzie wypadała tam godzina przerwy między sesją poranną, a wieczorną, jednak mi tak bardzo się podobało na torze, że nawet na sekundą go nie opuściłem. No dopiero jak już po godzinie 20 spiker podziękował za wizytę 🙂

Wróćmy jednak do godziny 12, równo południe i startowała sesja poranna, czyli głównie eliminacje. Większość uznaje to za nudne, ale dla mnie nie. Ludzi o tej porze mniej to oprócz oglądania rywalizacji na torze, mogłem go także nieco bardziej poznać od zaplecza kibicowskiego.

Tak prezentuje się tor od zewnątrz.

Jedną z lepszych rzeczy do oglądania oprócz rywalizacji na torze była wystawa polskiego kolarstwa. Wystawa o tyle fajna, że nikt za nikim nie chodził i można było dotknąć wszystkiego. Były stare rowery szosowe, w tym takie perełki z 1940 roku, koszulki, trofea, nawet pierwsze czapko-kaski, czy buty. Super sprawa. Oczywiście te cenniejsze, unikalne rzeczy były za gablotą, a pozostałe w zasięgu ręki.

Każdy z rowerów specyficzny i fajnie było przyjrzeć się im z bliska, zakręcić korbą. Każdy miał swój opis, ale nie będę tutaj zamęczał aspektami technicznymi, czy historią.

Pierwszy kask?

Można też było sprawdzić siłę swoich nóg na oto takiej maszynie (takie dawny trenażer):

Na sam deser wystawy były krótkometrażowe filmy kolarskie puszczane na na taśmie filmowej 16 mm. Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć, dawne kino, ale takie jakby mniejsze. Tak mnie to wciągnęło, że nawet nie zrobiłem ani jednego zdjęcia wyświetlanych filmów.

Udało się całkiem spokojnie obejrzeć wystawę i pozostało zobaczyć co tam ciekawego dzieje się na torze. Na start ruszyły kobiety i kwalifikacje 500 metrów ze startu zatrzymanego.

Uruszla Łoś gotowa do startu.

Po swoim starcie Polska plasowała się na 4 miejscu, ale ostatecznie nie przebrnęła kwalifikacji 🙁

Potem ruszyły kwalifikacje sprintu mężczyzna na 200 metrów. Kolarze napędzają się przez dwa okrążenia i potem pójść na maksa i na ostatnich metrach osiągają nawet 90 km/h! Mieliśmy tutaj swojego reprezentanta Mateusza Rudyka, który od samego początku pokazywał, że drzemie w nim olbrzymia moc. Kwalifikacje wyglądają nieco inaczej, bo zawodnicy startują pojedynczo, ale gdy jeden kończy okrążenie to kolejny już rozpoczyna się na torze napędzać.

Tak mniej więcej wygląda start.

Mateusz Rudyk szykuje się do startu.

Polak na torze.

Mimo 34 kolarzy startujących w eliminacji sprintu to poszło to bardzo sprawnie. Potem przyszedł czas na omnium także w męskim wydaniu. Polskę reprezentował Szymon Sajnok. Obrońca tytułu i do dzisiaj pamiętam jego start w ubiegłorocznych mistrzostwach i te emocje w wyścigu punktowym, te upadki.

Rower gotowy do walki.

Jest i właściciel w charakterystycznych pomarańczowym kasku CCC Team.

Omnium i pierwsza konkurencja, czyli scratch 10 km.

Niestety Szymon Sajnok tego wyścigu nie może zaliczyć do udanych.

Wracamy do rywalizacji w sprincie 1/16 i powracamy do formuły rywalizacji w dwie osoby, czyli będziemy się na torze droczyć. Rywalizacja do dwóch zwycięstw i tutaj nie potrzebne było w żadnej parze trzecie ściganie.

Pierwsza czwórka kwalifikacji miała zapewniony już start w 1/8 finału, tak więc Mateusz Rudyk miał więcej czasu na regenerację. Ta część sprintu poszła sprawnie i potem czekaliśmy na Justynę Kaczkowską. 3 km na dochodzenie ze startu zatrzymanego. Bardzo wymagająca konkurencja.

Polska udaje się na start.

Start naszej rodaczki był bardzo mocny i przez pierwsze okrążenia jechała na pierwsze miejsce.

Co za tempo!

Niestety później było coraz wolniej i ostatecznie Justyna Kaczkowska nie awansowała dalej. Widać było niezadowolenie, bo jakby nie patrzeć my jako kibice podkładaliśmy w niej nadzieje i pierwszy dzień mistrzostw zakończył się wywrotką, a dzisiejszy słabym czasem.

Kolejne ścigania w ramach sprintu mężczyzn i olbrzymie brawa zebrał Pavel Kelemen, który wykonał stójkę. Dał trochę radości nam kibicom i trochę osłupienia u rywala 😉

W 1/8 finału do rywalizacji wraca Mateusz Rudyk.

Rywalem był Kanadyjczyk Hugo Barrette.

Rudyk – Barette 2:0

Druga konkurencja omnium, czyli wyścig na 10 km.

Szymon Sajnok coś w pierwszym wyścigu próbował ugrać, ale widać, że nie za bardzo ma na to szanse. Nie wiem, czy to z racji bijmy mistrza, czy słabsza dyspozycja. Mało kto spodziewał się obrony tytułu, ale powalczyć zawsze można, a wręcz trzeba.

Upadek van Schipa.

Holender szybko się pozbierał…

… i wygrał wyścig.

Na tym skończyła się poranna sesja i panowie z obsługi mieli czas na kosmetykę toru. Mieliśmy trochę upadków w tym bardzo niefortunny zawodnika z Trynidadu i Tobago w sprincie, któremu przy 85 km/h pękła szprycha w przednim kole i grzmotnął o parkiet. Na szczęście skończyło się na otarciach i stłuczonym łokciu. Wyglądało to bardzo nieprzyjemnie.

Tak wygląda wiraż. 45 stopni i uwierzcie mi, że w realu to wygląda o wiele bardziej przerażająco.

Podczas przerwy między sesjami na torze pojawiały się zawodniczki, które przygotowywały się do madisona. Taka wolna rozgrzewka. Ja natomiast spacerowałem po trybunach, bo było jeszcze co oglądać. W tym z bliska popatrzeć na wiraż.

Stoisko Shimano i taka perełka.

Była też wystawa starych zdjęć z torów kolarskich w Polsce.

Sesja wieczorna zaczęła się od finału kobiet na 500 metrów. Niestety bez Urszuli Łoś 🙁 ale także z wielkimi emocjami.

Rosjanka Daria Shmeleva złotą medalistką.

Australijski doping wystarczył na trzecie miejsce Kaarle McCulloch.

Ostatnie dzisiaj spotkanie ze sprintem w męskim wydaniu. Tym razem zapowiadał się pojedynek w ćwierćfinale polsko – rosyjski, czyli Mateusz Rudyk i Deni Dmitriev.

Rosjanin nie miał większych szans i jutro Rudyk powalczy o wejście do finału.

Przyszedł czas na jedną z najbardziej widowiskowych konkurencji, czyli madison. Siostry Daria i Wiktoria Pikulik zbierały gromkie brawa od kibiców na trybunach.

Ostatnie przygotowania do startu.

Czas na zmianę… siostra.

Nie obyło się niestety od kraks, a w tym jednej bardzo poważnej, gdzie Nowozelandka została odwiedziona do szpitala. Wyścig na moment został także wstrzymany.

Wygrała holenderska para Kirsten Wild i Amy Pieters, a Daria i Wiktoria Pikulik zostały sklasyfikowane na 8 miejscu.

Eliminacje, czyli trzecia konkurencja Omnium i Szymon Sajnok na starcie.

Takie komputerki pokazują, kto odpada z wyścigu.

Niestety Polak odpadł bardzo szybko, ale emocji i tak nie brakowało. Wszystko wskazywało na to, że Holender Jan-Willem van Schip znowu będzie górą, ale za bardzo forsował się na ostatnim sprincie, ale i tak rywalizację zakończył na trzecim miejscu.

Dekoracja – 500 metrów ze startu zatrzymanego kobiet.

Kobiety ponownie pojawiły się na torze, czyli walka o medale w 3-kilometrowym wyścigu na dochodzenie.

>Australijka Ashlee Ankudinoff zwyciężczynią.

Na zakończenie wieczornej sesji pozostała ostatnia konkurencja Omnium, czyli wyścig punktowy.

Samotny atak Szymona Sajnoka!

Omnium wygrywa Nowozelandczyk Steward Campbel.

Szymon Sajnok uplasował się dopiero na 16 miejscu i od samego początku było widać, że to nie jego dzień. Na koniec zostały ostatnie ceremonie dekoracji i koniec soboty spędzonej niemal w całości na torze.

Standardowo kilka ujęć z toru:

Szkoda, że jedyna poważna szansa Polaków walki o medal wypadła właśnie w niedzielę. Wtedy byłem już w drodze powrotnej i tylko mogłem sobie wyobrażać co się działo na torze, gdy Mateusz Rudyk sięgnął po brązowy medal… eeech…

Świetne widowisko i bardzo fajna atmosfera. Czas mijał bardo szybko i w sumie się nie dziwię, że całe mistrzostwa trwają zaledwie sześć dni, bo cały czas dużo się dzieje i konkurencje idą jak burza, jedna za drugą.

Mogłem jeszcze ostatni raz spojrzeć na tor, zapamiętać go jak najbardziej, bo nie wiadomo jaka przyszłość w najbliższym czasie go czeka. Mogłem trochę jeszcze popatrzeć, bo ludzie rzucili się do wyjścia i jedna Pani Szatniarka po prostu nie wyrabiała z wydawaniem odzieży wierzchniej.

Co tu dużo mówić. Mistrzostwa utkwią w pamięci na długo i po bardzo pozytywnie. Było co oglądać, czym się emocjonować i w międzyczasie zrobić ponad 2 tysiące zdjęć 🙂

Ostatnie spojrzenie na tor… do zobaczenie… kiedyś 😉

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.